środa, 1 grudnia 2010

Kolejne przeziębienie...

I co tym razem? Oczywiście moje "ulubione", czyli kaszel i chrypa... Od wczoraj to trwa. Dzisiaj rano byłam na kontroli aparatu u ortodontki i w poczekalni mi się kaszlnęło. Oburzona zapytała "Czy dziecko jest chore?!", na to moja mama odpowiedziała, że tak... Jak była moja kolej założyła dziwną maskę ochronną (wyglądała jak do spawania) i powiedziała coś w stylu: "Jeśli dziecko jest chore proszę go nie przyprowadzać, bo potem ja się zarażam i muszę przestawiać terminy!" i jeszcze gadała, gadała, gadała i gadała, aż kazała mi założyć aparat... I kolejny raz się wkurzyła, a powodem tego było to, że ząb mi wyleciał i na jego miejsce wyrósł stały, ale najpierw tak trochę na dziąśle, więc nie mogłam jakieś 2 tygodnie nosić aparatu... Powiedziałam jej, że nie mogę go założyć, więc ona go mi wcisnęła tak, że myślałam, że zaraz mi szczęka odpadnie. Potem go trochę przykręciła i było znośnie. Pojechałam z mamą do lekarza. Najpierw mama tylko chciała się zapisać do ortopedy, ale w końcu uznała, że lekarz musi mnie zbadać. Czekałyśmy godzinę w poczekalni. Okazało się, że mam tylko małe przeziębienie. Nie będę chodzić do sql'a przynajmniej do piątku...

Brak komentarzy: